W piątek byłem w Galerii Krakowskiej w naszym pięknym Krakowie. Stanąłem przed jednym ze sklepów jubilerskich, który ma tam swój punkt. Tak sobie chciałem rzucić okiem na wystawę.
Przed tą wystawą stały dwie kobitki i jedna mówi do drugiej: „Na Kurczaba jest taki Węc. Też ma fajne rzeczy, musisz sobie pojechać obejrzeć”.
Normalnie myślałem, że przewrócę się z wrażenia. Mówią o mnie, a ja tam jestem! I co mam teraz zrobić? Podejść, powiedzieć, że to ja? Tylko po co? I jeszcze wyjdzie, że podsłuchiwałem. Albo wezmą mnie za jakiegoś wariata.
Kiedyś rozmawiałem ze znajomą, która pracuje w księgarni internetowej i opowiadała mi o tym, jak spotkała swoich klientów w pociągu.
Przyznam szczerze, że wtedy jakoś tak średnio w to uwierzyłem.
No, ale teraz… Fajnie być takim sławnym
Kiedy wróciłem do firmy i opowiedziałem Grzesiowi, jaką miałem przygodę w terenie, to spojrzał na mnie z politowaniem i powiedział: „Dobra, to teraz rozdaj autografy fanom… na fakturach”.
I wtedy uświadomiłem sobie, że przecież one nie mówiły tylko o mnie. Sklep jubilerski prowadzę ja, brat, mama i nasi pracownicy. Węc to nazwisko naszej rodziny i jednocześnie nazwa sklepu.
Echh…
Ale i tak przez chwilę było fajnie
Szczerze życzę Wam takiej (albo innej) wakacyjnej przygody.
Pozdrawiam, Artur